Łączna liczba wyświetleń

piątek, 29 listopada 2013

Kosmetyczne drobiazgi

Z coraz większą przyjemnością poznaję kosmetyki z Tołpy. Początkowo odstraszały mnie wysokie ceny, ale po wypróbowaniu Spa Bio, Anti-Stress peelingu w saszetkach jestem ich zagorzałą fanką. Mocny drapak z cudownym zapachem runa leśnego, który wypełnia całą łazienkę na długi czas. Po użyciu skóra nie potrzebuje balsamu, jest odpowiednia nawilżona olejkiem macadamia. Mój ulubieniec, szkoda, że nie ma pełnowymiarowego opakowania. Skusiłabym się pomimo wysokiej ceny. Saszetka wystarcza na dwa seanse SPA.



Zadowolona z peelingu wzięłam buteleczkę kąpieli borowinowej do przetestowania- zapach ten sam, intensywny, leśny i wilgotny- za sprawą olejków z lawendy, geranium, i szałwii.  Zawiera 84% borowiny i jest polecana przy stanach napięcia, zmęczenia i stresu. 

Do koszyka trafiła również saszetka soli Harmony. Nie przepadam za solami kąpielowymi, jednak tutaj zrobiłam wyjątek, może tym razem Tołpa mnie przekona? Znajdziemy w niej olejki eteryczne drzewa różanego, ylang-ylang, szałwii i bergamotki. O dziwo patrząc na opakowanie ma się wrażenie, że jest to sól lawendowa, ja dopiero w domu zorientowałam się, że wcale nie.

Długo stałam przy półce z peelingami (uwielbiam) wzbudzając podejrzliwość ochrony. Biłam się z myślami, czy, aby na pewno jest mi potrzebny kolejny, gdy w szafce czeka spory zapas. Ciekawość zwyciężyła i wzięłam: Tołpa Botanic, Czarna Róża. Gdy otworzę podzielę się swoimi wrażeniami. Aż się boję myśleć, czy może być jeszcze lepszy od Spa Bio, Anti-Stress?


Skuszona promocją wzięłam serum regenerująco-zmiększające do stóp z dużą zawartością mocznika (25%), które ma delikatnie złuszczać naskórek niwelując szorstkość i rogowacenia. Zaleca się stosować dwa razy w tygodniu. Będę używać systematycznie i czekać na efekt.

Na zewnątrz coraz zimniej i dłonie potrzebują dodatkowej pielęgnacji. Zakupiłam maskę-serum / szafirowy peeling z Perfecty do wysuszonej i spierzchniętej skóry. Jej bazą jest parafina, olejek jojoba, wyciąg z arniki górskiej, gliceryna oraz alantolina. 


Przede mną wieczorny seans SPA przy świecach w gorącej wodzie.

Pozdrawiam ciepło i życzę udanego weekendu.


sobota, 23 listopada 2013

Gwarencjusz w sezonie zimowym

Nasz czworonożny członek Cynamonowego Zakątka otrzymał ciepłe ubranko na chłodmniejsze dni. Kubraczek jest ciepły, podszyty polarem, zapinany na rzepy, a najbardziej spodobał nam się kolor ostrej czerwieni i odblaskowe pasy- jesteśmy widoczni podczas wieczornych spacerów. Dziś zadawaliśmy szyku na ulicy :) 




środa, 20 listopada 2013

Peeling żelowy do twarzy

Dziś podzielę się z Wami moim odkryciem miesiąca- peelingiem żelowym do twarzy. Miałam spore kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego produktu dla siebie, peelingi z drobinkami zazwyczaj podrażniały policzki, a w strefie T nie pozostawiały widocznych efektów. Próbowałam również peelingu enzymatycznego do cery wrażliwej, który też się nie sprawdził. Mam skórę mieszaną ze skłonnościami do przetłuszczania w okolicy czoła, nosa i brody, natomiast policzki wymagają dodatkowego nawilżania. Szukałam peelingu, który oczyści pory, a cerę uwolni od starego naskórka, dzięki czemu wzmocnię działanie innych kosmetyków pielęgnacyjnych nakładanych na twarz. I mam, znalazłam! 


Peeling w żelu do twarzy ObeyYourBody bardzo mnie zaskoczył swoim działaniem. Pierwszy raz spotkałam się z kosmetykami tej firmy w Magnolii we Wrocławiu i nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Ich produkty wzbogacone są w magnez, żelazo, cynk i inne minerały z Morza Martwego.  Skusiłam się na magiczną buteleczkę owego specyfiku i same zobaczcie co potrafi.

Nakładam niewielką ilosć żelu na nadgarstek.


Delikatnie masuję opuszkami palców, konsystencja żelu zamienia się w ,,wodę" dając uczucie delikatnego chłodu.


Po niecałej minucie ,,masażu" martwy naskórek jest zrolowany.


Zmywamy letnią wodą i jesteśmy gotowe na następne kroki pielęgnacji.


Takie oczyszczanie twarzy wykonuje raz w tygodniu i zawsze jestem zdziwiona jak wiele jest na niej niepotrzebnych rzeczy. Gorąco polecam do wypróbowania.

Czy jest jakiś tańszy odpowiednik tego peelingu, ponieważ ja po raz pierwszy spotykam się z tak spektakularnym oczyszczeniem skóry twarzy i porów?




sobota, 16 listopada 2013

W blasku świec

Listopad to mój najmniej lubiany miesiąc- szary, bury i ponury. Dzień pomimo przestawienia zegarów staje się wyraźnie krótszy, a słońce coraz rzadziej wyłania się zza zasnutego chmurami nieba.

Aby ożywić nastrój w domu i przepędzić czające się w zakamarkach jesienne smutki, sięgam po zapachowe świece. Mogłabym godzinami patrzeć na ogień- świece są świetną alternatywą dla osób, które nie posiadają kominka z trzaskającym iskrami drewnem.

Na rynku pojawia się wiele firm oferujących te woskowe cuda, ja zdecydowałam się na kilka z nich :)

Air Wick Multicolor

Moje najnowsze odkrycie- świeca, która po zapaleniu knota rozświetla pomieszczenie kolorami tęczy. Już nie mogę doczekać się wieczornego relaksu przy jej zmieniających się barwach, dodatkowo pachnie ,,Księżycową Lilią"- bardzo delikatna kwiatowa woń,aż można się zakochać :)


Air Wick z naturalnym woskiem

Zawiera 57% naturalnego wosku, byłabym zachwycona, gdyby cała świeca była z naturalnych składników. Jednak za tak niską cenę (ok. 8 zł) jest to dobry produkt i nie można marudzić, ani się zastanawiać nad zakupem. Pachnie jak świeżo gotowany budyń waniliowy, woń orchideii ledwo wyczuwalna. 

Pachnąca Szafa Samba Rio

Przyznam, że nie spotkałam się wcześniej ze świecami z Pachnącej Szafy, przypadkowo natknęłam się na jedną sztukę stojąc w kolejce w sklepie kosmetycznym. Skusiła mnie spora obniżka z 19 zł na 6 zł, więc nie mogłam nie skorzystać. Niestety pierwotna cena nie jest adekwatna dla tego produktu, głównym minusem jest brak zapachu po rozpaleniu świecy, nawet gdy pali się przez dłuższy czas nie wyczuwa się ,,Samby Rio" . Kolejnym minusem jest jej wielkość, to najmniejsza poza podgrzewaczami świeca w mojej kolekcji. Zdecydowanie jest to moja pierwsza i zarazem ostatnia świeca z Pachnącej Szafy jaką kupiłam.

Bahoma Vineyard

Nabytek z TKMaxx zakupiony zeszłorocznej zimy. Pięknie zapakowana w kartonik wyścielany lśniącym materiałem podbiła moje serce już w sklepie. Po rozpaleniu zapach również mnie nie zawiódł, a raczej oczarował, ta świeca jest moim faworytem. Pachnie intensywnie, ale nie dusząco, woń wyszukanych perfum długo unosi sie w mieszkaniu, nadając niepowtarzalny charakter. Uwielbiam i ubolewam, że niebawem ujrzę jej denko, dlatego ostatnio zapalana jest w wyjątkowych momentach.



Ikea

Świece z jesiennej kolekcji z sieci Ikea. Lubię je za estetyczne pojemniczki z grubego szkła, kolory, delikatny zapach, ale największym plusem są dostępność i cena. W łatwy sposób można zmieniać wystrój pomieszczenia, wybór kolorów i zapachów jest naprawdę spory.

Świeca ażurowa

Ta świeca jest prezentem od rodziców, którzy przywieźli ją nam z nad morza. Stoi w honorowym miejscu zdobiąc Cynamonowy Zakątek. Podobno tworzy wspaniały efekt lampionu, gdy wypala się w środku (brzegi i ścianki nie topią się). Jednak nie mamy serca tego sprawdzać....


Yankee Candle Camomile Tea
Ostatnio widząc w mydlarni półeczkę z Yankee Candle nie mogłam opanować radości, tak długo ich szukałam i są, znalazłam! Przykładałam do nosa dziesiątki zapachów, aż zdecydowałąm się na herbatkę rumiankową. Jako, że był to mój pierwszy taki zakup na próbę wzięłąm tartę do kominka. Jakie wielkie było moje rozczarowanie, gdy wosk pachniał przez kilka minut po rozpaleniu, a następnie zapach całkiem się ulotnił i już nie powrócił, pomimo palącego się kominka i sporej ilości wosku. Myślałam, że być może mój węch przyzwyczaił się do zapachu. Spróbowałam, więc następnego dnia, ponownie roztopiłam tartinkę, ale zapachu nie było... Nie wiem, czy woski są gorszej jakości od pełnowymiarowych świec w słoiku, czy też trafiłam na ulotny zapach? Czy któraś z Was miała podobny kłopot? Nie ukrywam, że jestem bardzo rozczarowana i zastanawiam się, czy dać Yankee Candle następna szansę...

Moja kolekcja stale się rozrasta, ale to miłe, gdy po powrocie z pracy ma się dylemat: Który zapach dziś wybrać? A później usiąść z ciepłą herbatą, okryć nogi kocem i móc się upajać blaskiem świec, zapachem i jesienną zadumą.




środa, 13 listopada 2013

Trzy, dwa, jeden, START!

,,Najtrudniejszy pierwszy krok..."- te słowa piosenki najlepiej odzwierciedlają mój stan ducha: debiut w blogosferze. To małe wyzwanie w postaci umieszczania postów będzie mnie motywować do stałej i systematycznej pracy, a jednocześnie będzie świetnym sposobem na uwiecznienie upływających chwil, które mają tendencję do zacierania się w pamięci. 

Mam nadzieję, że Cynamonowy Zakątek będzie miłym miejscem dla odwiedzających. Zapraszamy w nasze cynamonowe progi :) 



Czworonożny mieszkaniec Cynamonowego Zakątka zaprasza :)